Blow job

Na rynku napojów energetycznych – nowość! Energetyk dla kobiet. Świetny pomysł – apel do potrzeb zahamowanych przez genderowy stereotyp, ogromny potencjał rynkowy („nisza” – 50% ludności). I wielka szkoda, że błąd pojawił się już na etapie brandingu. Bo produkt nazywa się… „Blow”.

Blow z angielskiego – uderzenie, podmuch, wysadzanie w powietrze (blow up), czy choćby smarkanie. Ale też składnik jednego z najbardziej znanych idiomów międzynarodowej angielszczyzny: eufemizmu blow job.

Tak. Widząc przy Czarnowiejskiej billboard dorównujący powierzchnią dziurom w jezdni, z napisem (cytat niedokładny) „Blow dla kobiet”, przecierałem oczy ze zdumienia. Tak można nazwać napój, ale dla nastoletnich chłopców. Zresztą tak to sprzedają w Ameryce.

Co pomyśli „target” – kobieta, zobaczywszy taki spot?

You need to install or upgrade Flash Player to view this content, install or upgrade by clicking here.

„Jeśli pokażę się z tym na mieście, dam do zrozumienia, że jestem łatwa. Cool!” Taki insight – przyznacie, dość niszowy.

Może jestem dziwny (udane małżeństwo) i tylko mnie się kojarzy? Sprawdziłem w wyszukiwarce grafiki Google – co kryje się pod hasłem blow dla kobiet. Okazuje się, że nie jestem szczególnie skrzywiony, za to twórcy launchu marki na rynek polski byli leniwi lub zwyczajnie lekkomyślni (wyniki z 23 czerwca):

Już na 8 pozycji – figurka pokazująca blow job – można kupić na Allegro (trofeum od Parysa naszych czasów – „Dla najsprawniejszej”?). Dalej dwuznaczne jedzenie banana itd. Gdyby odsiać zdjęcia produktów marki Blow, byłoby jeszcze bardziej sexy.

Cóż, branding spieprzono, chociaż mogło być fajnie (seks i kokaina – to mogłoby zadziałać na sporą grupę). Może chociaż specjaliści od SEO coś spróbują uratować?

 

Podziel się na:
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *